Aktualności
Naszym zdaniem
08-04-2006
Maciej Białecki: Warszawskie inwestycje Lecha Kaczyńskiego
Lech Kaczyński pozostawił po sobie Warszawę, w której od ponad trzech lat nie powstała żadna nowa duża budowla publiczna (Muzeum Powstania Warszawskiego zostało umieszczone w zaadaptowanym budynku). Zatrudnieni przez Kaczyńskiego urzędnicy kompletnie nie radzą sobie z wydawaniem publicznych pieniędzy na zakupy inwestycyjne i inwestycje budowlane.
Lech Kaczyński pozostawił po sobie Warszawę, w której od ponad trzech lat nie powstała żadna nowa duża budowla publiczna (Muzeum Powstania Warszawskiego zostało umieszczone w zaadaptowanym budynku). Zatrudnieni przez Kaczyńskiego urzędnicy kompletnie nie radzą sobie z wydawaniem publicznych pieniędzy na zakupy inwestycyjne i inwestycje budowlane.
Nie radzili sobie nawet z dokończeniem inwestycji rozpoczętych przez poprzedników. Przez dwa lata Most Siekierkowski, planowany jako jedna z kluczowych przepraw przez Wisłę, po praskiej stronie kończył się w szczerym polu. W ubiegłym roku powstało 400 m Trasy Siekierkowskiej, nadal nie prowadzącej do żadnego węzła komunikacyjnego. Nie licząc tego kawałeczka, w Warszawie nie zbudowano żadnej nowej drogi w planowanej sieci obwodnic miejskich. Zaniechano poważnych remontów istniejących ulic, zastąpiono je frezowaniem, czyli efektownie wyglądającą wymianą samej wierzchniej warstwy asfaltu. Frezowanie w pracach drogowych powinno być stosowane jako wyjątek, w Warszawie stało się regułą. Zgodnie z zasadą „po nas choćby potop”, do czasu kampanii wyborczej wystarczyło.
Na potrzeby kampanii wyborczej wystarczyło też pokazywać piękne obrazki planowanych inwestycji, z których żadna nie została nawet rozpoczęta. Od 2002 r. były tylko obietnice, liczne konferencje prasowe, piękne obrazki dla mediów. W rzeczywistości nie ma śladu nowej zabudowy Placu Defilad, Placu Piłsudskiego, Krakowskiego Przedmieścia. Nie ma obiecywanego Centrum Nauki, Parku Technologicznego, Stadionu Narodowego... Najdłuższa w dziejach trzyletnia kampania wyborcza, prowadzona kosztem dwumilionowego miasta, jednak się skończyła.
Jedynym sukcesem Lecha Kaczyńskiego w Warszawie była propaganda. Kaczyński nie fotografował się z licealistami na studniówkach, gdyż nie ma temperamentu premiera Marcinkiewicza, ale stosował podobne chwyty. Zimą 2003 roku z marsową miną wsiadł do miejskiego autobusu z termometrem w ręce, po czym podjął decyzję, że kierowcy powinni włączyć ogrzewanie. Skoro tak troszczył się o komfort jazdy warszawiaków, to przecież trudno mu mieć za złe, że w czasie jego kadencji na ulicach nie pojawił się żaden nowy zakupiony przez miasto autobus ani tramwaj. Tymczasem stołeczny tabor jest tak przeeksploatowany, że jeden z autobusów niedawno w czasie jazdy zaczął płonąć, a inny po prostu się rozpadł ze starości.
Swoją nieudolność Lech Kaczyński maskował specjalną strategią, którą można nazwać „oni robili to jeszcze gorzej”, polegającą na obrzucaniu błotem poprzedników. Na przykład zabierając się za budowę Mostu Północnego Kaczyński na początek ogłosił, że poprzednie mosty budowano w Warszawie po zawyżonej cenie. Nazywał je drogimi fajerwerkami i sugerował, że jest na tropie związanych z nimi rzekomych afer. Następnie obiecywał, że on i tylko on jest w stanie zbudować kolejny most uczciwie i tanio. Powtarzał to w stołecznych mediach wielokrotnie. Według jego pierwszych obietnic Most Północny miał kosztować tylko 100 mln zł. Warto wiedzieć, że zbudowane ostatnio w Warszawie mosty, Świętokrzyski i Siekierkowski, kosztowały odpowiednio 120 i 200 mln zł. Zarówno zarzuty, jak i obietnice Kaczyńskiego były kompletnie oderwane od rzeczywistości, ale gdy zostały powtórzone wielokrotnie, stały się utrwaloną w opinii publicznej prawdą. Wtedy dopiero jego urzędnicy przystąpili do prac związanych z nowym mostem. W konkursie na koncepcję mostu wygrały projekty kosztujące między 390 a 460 mln zł. Tańsze projekty odrzucono. Dzięki zastosowanej strategii nikt jednak nie zadawał prezydentowi trudnych pytań. Przecież powszechnie wiadomo, że Lech Kaczyński buduje tanio i uczciwie... Nie dał się jednak nabrać Urząd Zamówień Publicznych, który po prostu unieważnił przetarg. Jednym z bardziej interesujących zarzutów było podejrzenie złamania zasady anonimowości przy rozpatrywaniu prac przez komisję konkursową. Nie trzeba dodawać, że Most Północny do dziś nie powstał nawet na papierze, a rzekome zarzuty wobec poprzedników nie potwierdziły się.
Kolejne swoje klęski Lech Kaczyński tłumaczył następująco: „To nie dlatego, że moja administracja jest nieudolna, lecz dlatego, że nie zależy nam, by inwestować w Warszawie za wszelką cenę. Zależy nam, by robić jak największe oszczędności”. Zaniechanie inwestycji można oczywiście nazwać oszczędnościami, ale nieudolność działaczy PiS czasami generowała dla miasta straty. Tak było z dotacją budżetu państwa na budowę metra w ramach kontraktu regionalnego. W 2004 roku Kaczyński nie potrafił wykorzystać 41 mln ze 150 mln zł dotacji. Część kwoty udało się przenieść na następny rok budżetowy jako wydatki niewygasające, natomiast 12,57 mln zł Kaczyński zmarnował bezpowrotnie. To też było głównym argumentem posłów niechętnych przyznawaniu Warszawie dotacji na metro w latach kolejnych i w 2005 r. dotacja na metro została obcięta o 50 mln zł. Mam nadzieję, że choćby z tych strat Lech Kaczyński zostanie rozliczony przez warszawskich wyborców.
Maciej Białecki
www.bialecki.net.pl