Aktualności
Newsy
22-08-2008
Platforma znów próbuje ograniczyć wydatki podatników na partie
Platforma Obywatelska nie daje za wygraną. Tak jak obiecywała przed wyborami, jej posłowie będą dążyć do ograniczenia finansowania partii plitycznych z pieniędzy podatnika. W lipcu przepadł wprawdzie projekt PO ograniczający finansowanie partii z budżetu, ale teraz posłowie Platformy przygotowali następny, który będzie zaprezentowany we wrześniu. Ten projekt może liczyć na poparcie PSL i SLD.
Nowe prawo zakończy finansowanie z kieszeni obywateli niesmacznych reklamówek telewizyjnych, takich jak pamiętna "Mordo ty moja" w kampanii PiS. Reklamówki wyborcze mają być finansowane ze składek i darowizn, czyli spoza pieniędzy budżetowych - to jedna z roboczych tez projektu ustawy .
Składki - tak, darowizny - nie, mówią już teraz o propozycjach Platformy politycy koalicyjnego PSL. Prawo i Sprawiedliwość zarzuca PO demagogię i twierdzi, że realizacja takiego pomysłu skaże partię Jarosława Kaczyńskiego na przegraną z "establishmentową" PO. Poparcia propozycji Platformy nie wyklucza SLD. W lipcu przepadł w Sejmie, m.in. głosami PSL, projekt ustawy, która miała zlikwidować finansowanie partii politycznych z budżetu państwa. Ludowcy zaprotestowali ramię w ramię z opozycją. Szef klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski po głosowaniu mówił nie kryjąc emocji: " Nie spoczniemy, przygotujemy następny projekt".
Nowy projekt nie zlikwiduje, ale - według wstępnych planów - ograniczy finansowanie budżetowe partii. O ile? Tego nie rozstrzygnięto. "Chcemy zbliżyć się do całkowitej likwidacji, to jasne - mówi poseł PO Grzegorz Dolniak - ale pamiętamy historię z lipca i wiemy, że w tym Sejmie to nie przejdzie. Będziemy jeszcze rozmawiać z PSL, nie przesądzamy teraz czy cięcia wyniosą 30, 50 czy 80 proc.".
Również wicepremier, szef MSWiA Grzegorz Schetyna przyznał w piątek w rozmowie z dziennikarzami, że skoro w Sejmie nie ma większości, by całkowicie zlikwidować finansowanie partii z budżetu, to PO chce, by przynajmniej te największe kwoty, przeznaczane na kampanie wyborcze i reklamy nie pochodziły ze środków publicznych.
Kolejny pomysł PO przewiduje, że środki z budżetu nie mogłyby być przeznaczane na promocję ugrupowania. Platforma chce, aby z kieszeni podatników była finansowana co najwyżej działalność merytoryczna partii, prace legislacyjne, w tym ekspertyzy prawne. "Kampanie, które prowadzą partie polityczne za pieniądze podatników, to rozrzutność, której nie akceptujemy" - powiedział w piątek dziennikarzom w Sejmie poseł Platformy Andrzej Halicki.
Dlatego np. billboardy czy spoty reklamowe - według pomysłu Platformy - partie finansowałyby ze składek i darowizn. Jednak przy obecnej strukturze finansów partyjnych, proste wyliczenia pokazują, że dla największych partii oznaczałoby to konieczność kilkunastokrotnego zmniejszenia rozmachu kampanii.
Skarbnik Platformy Andrzej Wyrobiec poinformował w piątek, że za ubiegłoroczne wybory PO dostała 29,5 miliona złotych dotacji, czyli zwrotu kosztów kampanii. Ustawa o partiach politycznych stanowi, że reklama może stanowić maksymalnie 80 proc. ogółu wydatków na kampanię.
Wyrobiec zastrzega, że PO tego limitu nie wykorzystała, a na reklamę wydała około 20 milionów złotych. Przyznaje jednak też, że billboardy i spoty to lwia część kosztów reklamy. Jednocześnie w 2007 r. składki i darowizny dla PO wyniosły 1,5 miliona złotych, czyli ponad 10-krotnie mniej niż wydatki na reklamę w kampanii.
Dolniak przekonuje, że zmniejszenie skali kampanii to nie problem. Jednocześnie prognozuje, że jeśli ustawa wejdzie w życie, wzrośnie wysokość składek i darowizn, więc cięcia wydatków nie będą tak drastyczne.
Według szefa zarządu głównego PiS Joachima Brudzińskiego, pomysł Platformy jest "diabelski", bo ugrupowanie to "znakomicie zdaje sobie sprawę, że uniemożliwienie finansowania kampanii z pieniędzy budżetowych takim partiom jak PiS de facto skazuje te partie na przegraną w konfrontacji z bogatą PO".
"Chcemy limitować finansowanie partii z budżetu, a nie ograniczać transparentność finansowania" - kontruje Dolniak. Podkreślił, że Państwowa Komisja Wyborcza jest ustawowo wyposażona w uprawnienia kontrolne w odniesieniu do finansów partyjnych, włącznie z najwyższą sankcją - usunięciem z rejestru partii politycznych. Halicki podkreśla, że w ustawie o partiach politycznych jest górny limit darowizn, które osoba fizyczna może przeznaczyć na partie polityczne - wynosi on około 10 tys. zł.
Podobnie uważa b. skarbnik PO, obecnie minister sportu Mirosław Drzewiecki. "To nie dotyczy bogatych ludzi, tylko jak ktoś ma ochotę, to w ciągu roku może określoną tylko kwotę wpłacić na partie polityczne. Wszyscy mają takie same szanse. To nie są jakieś horrendalne pieniądze, które by wskazywały tylko na te partie, które mają znajomych na przykład bardzo bogatych ludzi" - mówił Drzewiecki dziennikarzom.
Jakub Szulc (PO) z sejmowej komisji finansów publicznych poinformował PAP, że Platforma przygotowuje też inny projekt związany z finansowaniem partii - ma on zlikwidować waloryzację subwencji budżetowej. Ustawa o partiach politycznych w obecnym kształcie przewiduje waloryzację subwencji, jeśli inflacja przekroczy 5 proc.
Przewodniczący klubu PSL Stanisław Żelichowski deklaruje, że ludowcy zgodzą się na ograniczenie finansowania partii z budżetu państwa. Nie chciał jednak powiedzieć do jakiego stopnia. "Nie ma jeszcze gotowego projektu" - tłumaczył Żelichowski. Zaznaczył jednocześnie, że ludowcom ciężko będzie poprzeć zapis o tym, że finansowanie reklam wyborczych będzie pokrywane z darowizn od osób prywatnych.
PSL zgodzi się w tym zapisie tylko na składki członkowskie - podkreślił w rozmowie z PAP Żelichowski. "Polityka tak już jest ułożona, że kto daje forsę, ten wystawia rachunki" - dodał. "Byłoby fatalnie gdyby grupa polskich biznesmenów decydowała, jaki będzie kształt programu takiej czy innej partii" - dodał.
Natomiast polityk SLD Jerzy Szmajdziński (Lewica) uważa, że zmiany finansowania partii proponowane przez PO są właściwe. "Myślenie Platformy nam odpowiada" .
"Ukierunkowanie na ekspertyzy, badania, analizy, szkolenia jest właściwe" - odpowiedział Szmajdziński pytany, czy pieniądze przekazywane partiom z budżetu państwa powinny być przeznaczone na działalność merytoryczną partii.
PAP zapytała przedstawicieli kilku banków, czy partie mogłyby liczyć na kredyt w przypadku, gdyby nie były finansowane z budżetu państwa.
Wojciech Kaczorowski z banku Millennium powiedział, że dla banku najistotniejszym kryterium przy udzieleniu kredytu jest zabezpieczenie.
"Jeżeli byłoby to zabezpieczenie płynne, np. lokata, a ocena ryzyka wypadłaby pozytywnie, partia polityczna zostałaby potraktowana tak, jak każdy inny klient banku. Zabezpieczenie musi być jednak realne. Nie ważne, czy pochodzi z budżetu, czy z innych źródeł" - poinformował PAP Kaczorowski.
Także w przypadku Pekao SA finansowanie partii z budżetu lub jego brak nie miałoby kluczowego znaczenia. Niemniej bank jest ostrożny w udzielaniu kredytów tego typu instytucjom. Jak powiedziała PAP Magdalena Załuska-Król, zastępca rzecznika prasowego ds. produktowych, w odniesieniu do organizacji politycznych, czy kandydatów stosuje się specjalne zarządzenie.
Zgodnie z nim ostateczną decyzję o udzieleniu kredytu podejmuje zarząd po uzyskaniu opinii rady nadzorczej banku. Ocena ryzyka jest zawsze oparta na indywidualnym studium przypadku - podkreśliła Załuska-Król.
Z kolei w ING Banku Śląskim partie polityczne w ogóle nie mogą liczyć na wsparcie finansowe. "Nie kredytujemy partii politycznych" - powiedział PAP rzecznik banku Piotr Utrata.
"Każda aplikacja klienta o udzielenie kredytu traktowana jest przez PKO BP indywidualnie. Ewentualna decyzja o udzielenie kredytu uzależniona jest od oceny zdolności kredytowej klienta" - poinformował Marek Ryczkowski z PKO BP.
wl/int/pap