Aktualności
PO w mediach
09-07-2008
POLSKA - GŁOS WIELKOPOLSKI: Centralnie to juz było
Z eurodeputowanym PO prof. JERZYM BUZKIEM rozmawia Artur Boiński
-10 lat temu pana rząd wprowadzał reformę administracyjną, na mocy której powstały samorządy powiatów i "dużych" województw. Warto było?
- Tak, zdecydowanie było warto. Bez dużych województw nie bylibyśmy w stanie prowadzić sensownej polityki regionalnej. Powiaty samorządowe wprowadziliśmy na bazie tak zwanych urzędów rejonowych, a więc delegatur urzędów wojewódzkich, do niemal 300 miast polskich. Powiaty zostały wyposażone w dodatkowe kompetencje nie przysługujące wcześniej urzędom rejonowym i zapewniające właściwą decentralizację zarządzania. Teraz dodatkowo okazuje się, że dobrze zorganizowane i prężne powiaty to największe źródło i możliwości szybkiego rozwoju, budowy strategii innowacji i społeczeństwa wiedzy. Szkoda, że weto prezydenta w 2001 roku obcięło planowane przez nas dofinansowanie powiatów.
- Co z rozwiązań, które dziś wydają się wszystkim oczywiste, budziło wtedy, podczas prac nad reformą, największe spory, kontrowersje Wiemy o walce o liczbę województw, czy były inne, równie gorące dyskusje?
- Liczba województw i liczba powiatów stanowiły największy problem w dyskusji. Natomiast sprawa decentralizacji, w tym także decentralizacja finansów publicznych, nie budziła wątpliwości.
- Szliśmy po władzę, by "oddać ją ludziom" - to było hasło pana ówczesnej formacji. Jak w pańskiej ocenie samorządy województw poradziły sobie z tą oddaną im władzą?
- Poradziły sobie dobrze. Trzeba jednak pamiętać, że po roku 2001 samorządom wojewódzkim stopniowo odbierano kompetencje. Teraz na szczęście uległo to zmianie.
- Nie martwi pana, że po 10 latach ludzie wciąż mylą urzędy marszałkowski i wojewódzki?
- Martwi mnie bardzo, choć nie dziwię się, że tak jest. Wojewoda miał być wyłącznie reprezentantem rządu w terenie, towarzyszyć członkom rządu, reprezentować centralne decyzje. Miał też sprawdzać samorządy pod względem wypełniania reguł prawa. Nic więcej. Tymczasem jeszcze niedawno wojewoda był wmieszany w codzienne zarządzanie województwem, ustalanie planów rozwojowych, rozdział funduszy, dlatego nikt dzisiaj nie odróżnia wojewody od marszałka. To marszałek ma być pełnym, stuprocentowym gospodarzem regionu. To wystarczy, aby odróżnić go od wojewody.
- Zgodzi się pan, że największym atutem dla rozpoznawalności nowych szczebli samorządu okazały się środki unijne?
- Zapewne tak. To dobrze, bo właśnie gospodarowanie unijnym wsparciem i tworzenie strategii nowoczesnej gospodarki czy społeczeństwa informacyjnego było główną podstawą do tworzenia samorządowych województw. Dzisiaj zadanie tworzenia Polski Innowacyjnej powinno także należeć do powiatów.
- Obecny rząd zapowiada dalszą decentralizację, mówi się o dokończeniu reformy. Nie można było od razu, 10 lat temu, pójść tak daleko?
- Poszliśmy wystarczająco daleko, ale przez ostatnie sześć lat odkręcono tamtą reformę. Obecny rząd wraca do poprzednich rozwiązań, a dodatkowo proponuje metropolie oraz dowartościowanie sołtysów i organizacji pozarządowych. Wtedy nie było o tym mowy, sytuacja zmieniła się.
- Przeciwnicy daleko idącej decentralizacji mówią o landyzacji Polski. Pan dostrzega takie zagrożenie?
- Nie dostrzegam. Zarządzani centralnie byliśmy przez 44 lata poprzedniego systemu. Trzeba mieć zaufanie do ludzi, co nie oznacza, że samorządy nie powinny być kontrolowane, nadzorowane, sprawdzane (pod względem przestrzegania prawa!) właśnie przez wojewodę.
- Który z europejskich modeli i zakresów kompetencji samorządu panu jest najbliższy?
- Ten model, który właśnie kończymy kształtować w naszym kraju.
- Będziemy za 10 lat zadowoleni, że wzmocniliśmy samorządy?
- Już jesteśmy zadowoleni, że 18 lat temu powołaliśmy samorządowe gminy. Zdecydowana większość wojewodów, burmistrzów i prezydentów jest wybierana ponownie, na drugą i trzecią kadencję. To o czymś świadczy. Po prostu samorządy sprawdziły się. To samo będzie za 10 lat z województwami i powiatami. Co nie oznacza, że nie będzie przykładów złych, do wyeliminowania.