Aktualności
PO w mediach
29-07-2008
Polska - Dziennik Bałtycki: Z Julke policzymy się w sądzie
Z Andrzejem Zwarą, współwłaścicielem kancelarii Głuchowski, Jedliński, Rodziewicz, Zwara i Partnerzy, rozmawiają Lech Parell, Szymon Szadurski i Wiktor Świetlik
- Biznesmen Sławomir Julke oskarża Pańską kancelarię o to, że go zdradziła. Pomagaliście mu w zakupie Domu Handlowego Laura\", ale Julke twierdzi, że próbowaliście go wymanewrować i na jego miejsce wprowadzić innego klienta - firmę Capital Park.
- Takie stwierdzenia nie mają nic wspólnego z prawdą. Zacznijmy od początku - Julke zgłosił się do nas na przełomie września i października 2007.
- Jak to się zgłosił? On sam mówi, że polecił mu Was Jacek Karnowski, prezydent Sopotu.
- Julke jest konserwatystą ze środowiska sopockiego, oczywiście mówił o swojej znajomości z Jackiem Karnowskim.
- Czy to jest normalne, że polityk poleca biznesmenowi kancelarię prawną?
- Jak wiemy, ich relacje nie były relacjami typu polityk -biznesmen, ale przyjaciel -przyjaciel. Jeśli Julke pytał Karnowskiego, to dlaczego on nie miałby mówić, z kim mu się dobrze pracowało. Takich firm jak nasza, które mają doświadczenie w dużych transakcjach, jest w Trójmieście zaledwie kilka.
- Co robiliście dla Julkego?
- Negocjowaliśmy w jego imieniu dwutorowo. Z jednej strony, możliwość uzyskania kredytu w banku Nordea, a z drugiej strony, ze sprzedającym Dom Handlowy Laura\" Włochem Gherardo Iannellim. Nasza kancelaria uczestniczyła i pomagała w przygotowaniu dokumentacji formalnoprawnej, związanej z wnioskiem pana Julke o pozyskanie kredytu w banku i w trakcie całego tego procesu pan Julke otrzymywał szczegółowe informacje oraz pomoc w kwestiach prawnych. Wniosek o kredyt Julke składał osobiście i cały czas aktywnie uczestniczył w rozmowach z bankiem. Natomiast tematem negocjacji i podpisaniem umowy z Włochem zajął się doświadczony prawnik Marek Małkowski, zaangażowany w duże projekty tego typu.
- Negocjacje z bankiem kończą się 7 stycznia, Julke otrzymuje warunki kredytowe, ale nie wyraża na nie zgody. Uważa, że były nieatrakcyjne i że to Wasza wina.
- Choć - z tego, co wiem - inne banki potem proponują mu bardzo podobne warunki. Nasze relacje z panem Julke kończą się zaś 10 stycznia, gdy podpisuje on w Słupsku przygotowaną przez nas i wynegocjowaną umowę przedwstępną kupna sprzedaży Domu Laura w formie aktu notarialnego. Określone zostały w niej wszystkie elementy istotne transakcji - w szczególności cena i termin przeniesienia własności. Umowa daje mu absolutne prawo wyłączności na zakup tego obiektu. W tym momencie nie ma możliwości, aby Włoch sprzedał dom komu innemu, bo umowa została bardzo dobrze zabezpieczona. Gdyby chciał to zrobić, koszty finansowe okazałyby się dla niego bardzo dotkliwe, a transakcja taka byłaby z mocy prawa bezskuteczna. Tezy pana Julke są więc kompletnie nielogiczne. Gdybyśmy rzeczywiście byli zainteresowani wprowadzeniem bokiem do tej transakcji Capital Parku, nie wynegocjowalibyśmy przecież dla Julkego umowy przedwstępnej z takimi zabezpieczeniami.
- Ale jednak to bardzo ciekawy zbieg okoliczności, że Wasz klient próbuje wejść do tej samej transakcji...
- Proszę panów! My obsługujemy tylko lokalny oddział Capital Parku, cała firma to nieruchomości o wartości setek milionów i kilkadziesiąt nowych nieruchomości kupionych tylko w tym półroczu. Gdy dowiedziałem się o zarzutach Julkego, zgłosiłem się do tego klienta z zapytaniem, czy chciał zakupić Dom Laura. Zaprzeczył - dwukrotnie składał prasie jednoznaczne oświadczenia, że nie składali żadnej oferty, a w szczególności że nigdy nasza kancelaria nie reprezentowała go w jakichkolwiek rozmowach z Włochem. Potwierdził, że odbyło się spotkanie, na które został zaproszony właśnie przez Włocha, przy czym było to 28 lutego - czyli półtora miesiąca po zawarciu umowy przedwstępnej z Julke! To się działo poza naszą kancelarią. Jeżeli Julke twierdzi, że chcieliśmy go oszukać, powinien złożyć skargę do Okręgowej Rady Adwokackiej, a tego nie zrobił.
- Julke mówi, że o chęci kupna przez niego domu, wiedział tylko on, Jacek Karnowski i Pańska kancelaria. Sugeruje w ten sposób, że ktoś z tego grona zainteresował sprawą Capital Park, aby firma ta złożyła konkurencyjną ofertę.
- To nie była jakaś ukryta transakcja. Wiedział o tym też co najmniej: sprzedający, jego doradcy prawni i księgowi (zakup poprzedzony był audytem prawym), osoby zarządzające nabywaną nieruchomością, przedstawiciele banków, do których zwrócił się pan Julke z wnioskiem o finansowanie. Łącznie na pewno było to kilkudziesięciu ludzi. Capital Park oświadczył, że zaproszenie od Włocha dotarło do nich poprzez pośrednika nieruchomości, a sami państwo opisujecie parapetówę\" zorganizowaną w lutym przez Julkego, na której opowiadał o tej inwestycji nawet dalszym znajomym. Mówienie, że o sprawie wiedziały trzy osoby, jest niepoważne. Zresztą zgodnie z artykułem w dzienniku „Polska" z 25 lipca, Maciej Fedorowicz, który przez lata był w zarządzie Laury powiedział, że Julke miał czterech innych konkurentów\".
- Dlaczego więc biznesmen rzuca te wszystkie oskarżenia, skoro było tak czysto, jak Pan mówi?
- Według mnie historia ta miała uzasadnić nagrywanie Jacka Karnowskiego. Nie rozumiem tylko, dlaczego, skoro miał pretensje do mnie, wciągał w tę sprawę swojego dawnego przyjaciela.
- Może dlatego, że Karnowski polecał mu Waszą kancelarię?
- Ale jaki byłby interes prezydenta Sopotu w rzekomym udziale w ofercie Capital Parku? Przecież to firma z siedzibą w Warszawie, w ogóle nie związana z jakimiś miejscowymi „rozgrywkami" z udziałem pana Julkego. Często ludzie, których obsługujemy, są z czyjegoś polecenia. To działa tak jak polecanie lekarza, do którego mam zaufanie. Jacek Karnowski oficjalnie wypowiadał się, że uważa naszą kancelarię za godną polecenia. Nie widzę w tym nic złego.
- Czy rozmawiał Pan z posłem Pawłem Grasiem, który w ubiegły weekend był w Trójmieście i badał w imieniu Platformy Obywatelskiej sprawę Karnowski & Julke?
- Nie, w żadnym wypadku.
- A z innymi politykami PO rozmawiał Pan w tej sprawie?
- Mój instynkt podpowiada mi, aby nie rozmawiać z politykami o tej sprawie. Rozmawiam z moimi przyjaciółmi, ale sama polityka jest absolutnie oddzielona od mojej działalności zawodowej.
- Ale zna Pan przecież dobrze posła Jarosława Gowina. Tego, który najbardziej broni Karnowskiego i dezawuuje Julkego?
- Gowina? Nie znam go prywatnie, raz spotkaliśmy się przy okazji jego oficjalnej wizyty w Sopocie, na przełomie maca i kwietnia tego roku. Na marginesie mogę powiedzieć, że właśnie w tym okresie dowiedziałem się o tym, że Julke ma do nas jakieś pretensje.
- W marcu?
- Tak. W SPATIF-ie. Sytuacja, w której się o tym dowiedziałem, była wprost nieprawdopodobna. Siedzę w marcu, lub w kwietniu przy stoliku w SPATIF-ie z kilkoma osobami, m.in. prezydentem Karnowskim i wiceprezydentem Orłowskim. Nagle na przeciwko mnie przysiada się Julke. Oni poszli, Julke natomiast zamawia kilka kieliszków wódki, pije jeden po drugim, ale wygląda trzeźwo, wypowiada się logicznie. Po chwili patrzy mi prosto w oczy i mówi, że nasza kancelaria go zdradziła, że próbowaliśmy go obejść razem z Capital Parkiem. Żąda, żebym się przyznał.
- Jak pan zareagował?
- Powiem szczerze, że byłem zszokowany. Po tej rozmowie, następnego dnia poprosiłem mecenasa Marka Małkowskiego, aby skontaktował się z Capital Parkiem. Lokalny oddział tej firmy zaprzeczył jednak, że kiedykolwiek byli zainteresowani kupnem Domu Laura, a gdyby taki fakt miał miejsce, musieliby o nim wiedzieć. Sprawa była dla mnie wyjaśniona, ale kilka tygodni potem na ul. Boh. Monte Cassino zdarza się kolejna, niemiła sytuacja. Spotykam Julkego, a on znowu, konsekwentnie, już na trzeźwo, powtarza swoje zarzuty. Wysuwał je potem jeszcze kilka razy. Gdy przypadkowo spotkaliśmy się, pod jego Domem Laura, zdenerwował mnie swoimi oskarżeniami na tyle, że musiałem użyć mocniejszych słów. Kto wie, być może mnie wtedy nawet nagrywał.
- Mówił Pan komuś o tych sytuacjach?
- O incydencie w SPATIF-ie powiedziałem bardzo szybko m.in. Karnowskiemu i Orłowskiemu. Sprawa ta jednak wkrótce zaczęła być znana również innym osobom. Taka „eklama" nie jest nam potrzebna i z perspektywy czasu żałuję, że w ogóle spotkałem się z nim
w kancelarii i przyjąłem jego sprawę.
- Zamierza Pan pozwać Julkego?
- Poszło już wezwanie przedsądowe. Żądamy od niego potwierdzenia, czy te opinie, upublicznione przez media, pochodzą z jego ust. Jeśli tak, to damy mu termin na napisanie przeprosin. Jeżeli ta sprawa zakończy się tak, jak myślę, pan Julke będzie miał proces. Skoro Julke twierdzi, że Capital Park chciał go podkupić z naszym udziałem, niech przedstawi na to jakieś dokumenty. Według mnie jego sytuacja procesowa będzie nie najlepsza.
- Czemu Julke posunął się do nagrania prezydenta Karnowskiego?
- To oczywiste, że ta sprawa nie jest przypadkowa. Być może ktoś nim sterował, być może aferę wywołano po to, aby była przeciwwagą dla innych tematów. Tu nie ma żartów, walka idzie na ostro. Julke najpierw idzie z dyktafonem do Karnowskiego, potem nagrywa nawet premiera Tuska. Wchodzimy w sferę ludojadów, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone.
- A może rozgłos tej aferze przysporzył fakt, iż Sopot jest specyficznym miastem, gdzie swoje domy mają premier Tusk, prezydent Kaczyński, gdzie ścierają się wpływy wielkich interesów?
- Bez przesady. W Sopocie poza budową Centrum Haffnera i halą widowiskowo-sportowa, wielkich interesów nie ma. Są baloniki, restauracje i przebudowy strychu. W porównaniu z Warszawą jesteśmy małym grajdołkiem.