Aktualności
PO w mediach
03-08-2008
Gazeta Wyborcza:Tradycja Powstania, czy tradycja PiS?
Mam do Powstania stosunek szczególny. Trzy czwarte mojej rodziny przeżyło wojnę i okupację w Warszawie, łącznie z Powstaniem - pisze w komentarzu redakcyjnym Marcin Wojciechowski.
Opowieści babć o ich służbie łączniczek w AK, tajnym nauczaniu, prasie podziemnej i wreszcie Powstaniu, to mitologia mojego dzieciństwa. Podobnie jak coroczne spotkania 1 sierpnia na Powązkach, chodzenie ulicami Warszawy szlakiem Powstania, tropienie włazów do kanałów, barykad, odkrywanie topografii dawnej Warszawy, spacery pod budynek PAST-y, gdzie dziadek liczył Niemców schwytanych przez powstańców do niewoli po zdobyciu gmachu.
Trzy lata temu, po dojściu do władzy PiS, usłyszałem, że wcześniej nie było pamięci o Powstaniu, że nikt o nią nie dbał - poza braćmi Kaczyńskimi - że nawet po 1989 r. Powstanie Warszawskie nadal okryte było tajemnicą.
Uwadze autorów tych komentarzy - a pojawiało się ich w prasie mnóstwo jeszcze zaledwie rok temu - umknęły uroczyste obchody 50. rocznicy Powstania w 1994 r. z najwyższymi gośćmi z zagranicy. Komentatorzy być może nie wiedzieli, że od lat - moja pamięć sięga zaledwie wczesnych 80. - warszawskie Powązki były 1 sierpnia pełne w godzinie "W". Przychodził ten, kto chciał chociaż przez chwilę poczuć się częścią wolnej Polski. Taka atmosfera panowała 1 sierpnia na Powązkach po stanie wojennym. Ta tradycja trwała w latach 90. bez względu na poglądy i różnice polityczne. Zmieniało się tylko to, że z roku na rok powstańców i dawnych AK-owców przychodzi na Powązki mniej, więcej jest za to ich dzieci i wnuków.
Pamiętam zmianę, gdy prezydentem Warszawy został Lech Kaczyński. Wtedy kult Powstania stał się oficjalnie obowiązującą doktryną, najpierw w Warszawie, a po zwycięstwie Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich a PiS w parlamentarnych, także w całym kraju. Od tego czasu 1 sierpnia wprowadzono na Powązkach specjalne korytarze wytyczone metalowymi barierkami dla oficjeli, żeby nie musieli mieszać się z tłumem, ale mogli szybko przemykać się od kwatery do kwatery i składać wieńce w blasku fleszy
Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy zrobił rzeczywiście wielką rzecz. Doprowadził do szczęśliwego finału budowę Muzeum Powstania Warszawskiego. Ale próba zawłaszczenia pamięci o Powstaniu przez jedną partię, czy jej sympatyków jest błędem i nadużyciem. Na tegorocznych uroczystościach rocznicowych część kombatantów buczała podczas przemówienia premiera Donalda Tuska, a Lech Kaczyński dostał owację. To nic nowego. Wcześniej kombatanci buczeli na prezydenta Kwaśniewskiego albo premierów z lewicy.
Każdemu wolno demonstrować poglądy, ale w tych dniach nie przystoi. Powstańcy warszawscy mieli różne poglądy. Łączyło ich to, że chcieli wolnej Polski. Pewnie część z nich była sceptyczna wobec samej idei Powstania, polityki rządu londyńskiego, przyszłego ustroju, w wyborach głosowaliby na różne partie. Mimo to razem walczyli.
Dziś powstał z tego ogólnonarodowy mit, pewnie potrzebny dla podtrzymania pamięci i patriotyzmu. Lepiej jednak trzymać go z dala od bieżącej polityki. Bo inaczej kiedyś dowiem się, że jeśli nie popieram określonej partii, czy osoby, to 1 sierpnia nie mam wstępu na Powązki, albo nie jestem godzien być spadkobiercą powstańczej tradycji.
Źródło: Gazeta Wyborcza