Aktualności
PO w mediach
18-08-2008
Sikorski dla "Dziennika": Przeciągałem negocjacje w sprawie tarczy
Jestem wdzięczny panu prezydentowi za to słynne przesłuchanie i za pomysł jego zarejestrowania. Dzięki temu mamy kliszę fotograficzną, na której utrwalił się zapis stanu negocjacji z początku lipca. I możemy porównać warunki, za których nieprzyjęcie odsądzano nas od czci i wiary, z tym, co osiągnęliśmy. Apeluję więc ponownie o ujawnienie protokołu z tej rozmowy.- mówi w rozmowie z "Dziennikiem" minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
„Dziennik”: Gruzja równa się tarcza? To założenie, że rosyjska agresja w Gruzji przyspieszyła polską zgodę i amerykańskie ustępstwa, jest powtarzane dość często. Podobnie opisuje sprawę prasa w USA. Mają rację zwolennicy tej teorii?
Radosław Sikorski: Skojarzeniom się nie dziwię, ale mylą się. Ten zbieg okoliczności był nam nawet nie na rękę. Nam, czyli obu rządom, gdyż właśnie powoduje takie domniemanie, że tarcza powstaje w wyniku wojny w Gruzji, a więc – kolejny wniosek – jest skierowana przeciwko Rosji. Ten argument pojawił się już zresztą w wypowiedzi prezydenta Rosji. Stwierdzam kategorycznie, że ostatnia runda rozmów została umówiona z tygodniowym wyprzedzeniem, a więc przed podjęciem działań wojskowych w Gruzji. I już wtedy pojawiły się bardzo konkretne sygnały, że Stany Zjednoczone przywiozą nowe propozycje. Więc to nie był przełom w wyniku wydarzeń w Gruzji, tylko ukoronowanie wielomiesięcznej pracy, która nabrała szczególnego przyspieszenia w ostatnich tygodniach. To wszystko jest udokumentowane depeszami, więc da się udowodnić. Alternatywą było oczywiście odłożenie w czasie terminu ogłoszenia decyzji, ale to, biorąc pod uwagę sprawność naszych dziennikarzy w zdobywaniu nieoficjalnych informacji, mogło zrodzić równie chybione i w konsekwencji kłopotliwe spekulacje.
(…)
Podsumowując negocjacje: kto ustąpił bardziej? Polska strona czy amerykańska? Mamy satysfakcję, gdyż wykonaliśmy zadanie, jakie postawił nam premier Donald Tusk. To znaczy nastąpi wzmocnienie polskiej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Miały być Patrioty i będą. Miały być czasowo i periodycznie – a będą na stałe. Miał być jeden amerykański garnizon, ten do obsługi tarczy – a będą dwa. Ten drugi w miejscu wskazanym przez Polskę, wybranym po analizie naszych potrzeb obronnych. To jest bonus, kwintesencja tego, co wynegocjowaliśmy w sferze materialnej.
A politycznej? Ostatnia faza negocjacji przyniosła postęp i tu. Mamy to, co nazywamy klauzulą solidarności. Stwierdzenie w deklaracji politycznej, że USA i Polska będą reagować wspólnie na zagrożenia militarne i niemilitarne. Nie zdradzę już tajemnicy, jeśli powiem, że akurat tę klauzulę zasugerował obu stronom stołu negocjacyjnego prof. Zbigniew Brzeziński.
(…)
Czy klauzula solidarności ustawia nasze relacje z USA chociaż o oczko wyżej niż zapisy traktatu waszyngtońskiego powołującego NATO?
Deklaracja polityczna nie ma oczywiście takiej rangi jak traktat, bo nie będzie ratyfikowana przez Kongres. Ale wzmacnia nasze relacje i doprecyzuje znaczenie zapisów traktatowych.
Negocjatorzy już podpisali, teraz kolej na szefów dyplomacji. Może pan potwierdzić, że pan i Condoleezza Rice złożą swoje podpisy we wtorek w Warszawie?
W Warszawie, ale w środę.
Premier też będzie podpisywał, na przykład z George’em Bushem? Zastosujemy taką samą formułę jak Czesi. Program jest jeszcze dopracowywany, ale zapewne premier i sekretarz stanu ogłoszą deklarację polityczną, a ministrowie podpiszą techniczną umowę o bazie. No i liczymy, że pan prezydent pobłogosławi.
Komentując umowę, powiedział pan: "Z Radkiem Sikorskim dostaje się coś ekstra". Trudno nie zauważyć, że traktuje pan tę umowę jako osobisty sukces. Kluczowa była rozmowa premiera Donalda Tuska z wiceprezydentem Dickiem Cheneyem. Dopiero po niej Amerykanie zrozumieli, że Polska stawia realistyczne, ale nieodzowne warunki. Ale rzeczywiście mam satysfakcję, że premier brał niektóre moje rady pod uwagę. Bo przecież nie wszyscy wierzyli w zdolność polskiej dyplomacji do poprowadzenia prawdziwych negocjacji. Gry, w której wynik nie jest przesądzony z góry i w której Polska skłania supermocarstwo do zmiany swojego stanowiska. Myślę, że to jest nowość w stosunkach polsko-amerykańskich. Tak, z tego ekipa negocjacyjna MSZ-MON może być dumna. Cieszę się też, że poseł Paweł Zalewski wygrał zakład o to, czy doprowadzę do tarczy, czy nie.
(…)
Prezydent w sobotniej "Rzeczpospolitej" zarzucił panu celowe przeciąganie negocjacji. Przeciągał pan? Przeciągałem. Świadomie i z premedytacją. I dzięki temu osiągnęliśmy sukces. Bo już w zeszłym roku uważałem, że im później zawrzemy porozumienie, im dłużej będziemy negocjować, tym ono będzie dla nas lepsze. I nie pomyliłem się. Natomiast niektórzy polscy politycy, którzy demonstrują buńczuczną asertywność na wszystkich innych azymutach, dostają miękkich kolan w relacjach z najmożniejszymi tego świata. Kłania się tu kompletna nieznajomość zachodniego kodu kulturowego. Niektórym się wydaje, że im bardziej będziemy się narzucać ze swoją przyjaźnią, tym bardziej nam się odwzajemnią. Że między sojusznikami nie wypada się targować. I że niektóre kluczowe zobowiązania mogą być dżentelmeńską umową na gębę. Tymczasem jest odwrotnie. Właśnie dlatego, że Polska po raz pierwszy sformułowała racjonalne warunki i postawiła na swoim, zyskujemy na szacunku. To była właśnie taka twarda postawa, ale w tym przypadku precyzyjnie przyporządkowana osiągnięciu celu, o której pan prezydent często mówi.
Wróćmy do samej tarczy. Pojawiły się informacje, że jeszcze w tym roku Amerykanie zaczną prace w Redzikowie. To ważne, bo jeśli jest prawdą, oznacza, iż argument o możliwości przerwania prac nad tarczą przez kolejną – być może Demokratów – administrację w Waszyngtonie, nie jest całkiem serio. Pewne prace już jakiś czas temu były prowadzone, wykonywano badania gruntu. A co do administracji demokratycznej, to rozmawiałem z kluczowymi osobami odpowiedzialnymi za budżet w Kongresie, które stwierdzały, że jeżeli Polska i Czechy umowy podpiszą, to pieniądze będą uruchomione. Senator McCain powiedział mi podczas naszego spotkania w Waszyngtonie, że program podtrzyma. A w sobotę, gdy ponownie rozmawiałem z senatorem Barackiem Obamą, zapytałem go o tę sprawę wprost. Powiedział, że popiera koncepcję obrony antyrakietowej, a o tej konkretnej umowie wypowie się, gdy się z nią zaznajomi. Decyzję podejmie, gdy uzyska pewność, że tarcza działa, a jej celem nie jest Rosja. Ja to interpretuję jako dużą szansę na to, że jeśli senator Barack Obama zostanie prezydentem, to uhonoruje umowę.
Tarcza była głównym tematem pana rozmowy z Barackiem Obamą? Była dla mnie ważnym wątkiem, ale pan senator dzwonił, aby porozmawiać o Gruzji, o sprawie, w której zgodziliśmy się w ocenach. Zastanawialiśmy się, co Stany Zjednoczone i Polska mogą wspólnie zrobić wobec kryzysu na Kaukazie i niepokojących tendencji w polityce Rosji. Mówiliśmy także o roli NATO i perspektywach MAP dla Ukrainy i Gruzji.
(…)
Prezydent Kaczyński twierdzi, że kryzys gruziński pokazał, iż najważniejsze decyzje w Unii Europejskiej zapadają pomiędzy Paryżem a Berlinem z pominięciem innych krajów. I on musi się temu przeciwstawić. Pana zdaniem to prawdziwy opis?
To, że tandem niemiecko-francuski jest motorem Unii, to nie nowość. Natomiast pan prezydent dotyka realnego dylematu, co jest szczególnie niekomfortowe dla Polski. Bo choć jesteśmy jednym z sześciu dużych krajów, to jeszcze na dorobku. A na dodatek nigdy nie sprawowaliśmy prezydencji unijnej, którą sprawuje Francja, co ten tandem jeszcze wzmacnia. W tej sytuacji możliwe są dwie taktyki. Pierwsza to przyjęcie założenia, że mimo wszystko warto mieć miejsce na mostku kapitańskim tego tankowca, jakim jest Unia Europejska, nawet jeśli kto inny jest przy sterze. Obserwować przyrządy nawigacyjne i przesuwać się ku urządzeniom kontrolnym. Na mostku oczywiście trwa nieustająca narada, a sam tankowiec zmienia kurs siłą inercji, powoli, co często jest irytujące. Albo można, to wyjście drugie, mieć pełną kontrolę nad własną motorówką, która płynie obok tego tankowca, i z niej wskazywać flagą i nawoływać z megafonu do obrania jedynie słusznego kursu. Podzieliliśmy się rolami. Z grubsza mówiąc, rząd realizuje pierwszą taktykę, a pan prezydent drugą. (…)
Cały wywiad