Aktualności
PO w mediach
29-08-2008
Drzewiecki dla "Dziennika": Nie będzie wiecznych prezesów
Nie będzie już wieloletniego szefowania związkom sportowym - zapowiada w wywiadzie dla „Dziennikiem” minister sportu. Mirosław Drzewiecki chce, by prezesi urzędowali maksymalnie dwie czteroletnie kadencje. Według Drzewieckiego, szefem PZPN po Listkiewiczu powinien zostać Antoni Piechniczek.
Dziennik: Co czuje minister sportu, który musi patrzeć na pijanego w sztok działacza w Pekinie?
Mirosław Drzewiecki: To samo co wszyscy Polacy - wstyd. To, że jestem ministrem sportu, nic nie zmienia. Fakt, że ktoś, kto jedzie do Pekinu i w olimpijskiej wiosce usypia pijany na trawniku, jest żenujący. Nie mam nic przeciwko temu, żeby działacz czy trener po dobrze wykonanej pracy napił się piwa. Ale czy wszyscy dobrze wykonali swoją pracę? Każdy, kto reprezentuje Polskę za granicą, musi mieć świadomość tego, że jego karygodne zachowanie kompromituje nie tylko jego samego, ale przede wszystkim nasz kraj. Oprócz wstydu czuję też irytację, że są w sporcie tacy działacze, którzy tego nie rozumieją. Z drugiej strony jednak czy tylko w sporcie?
Jak usłyszałem jednego z publicystów, który telewizji mówił, że w sporcie jest wszystko fatalne, że tylko dziesięć medali, a reszta go nie interesuje, bo liczy się wynik, to się zdziwiłem. Teraz ja zapytam, kto wysyła naszych piosenkarzy na konkursy Eurowizji i dlaczego od czasów Edyty Górniak tak kiepsko tam wypadamy? Dlaczego polskie filmy nie odnoszą sukcesów kasowych? Media aż huczą od informacji o skandalach, których bohaterami są polscy celebryci. Może działacze biznesu rozrywkowego są równie kiepscy? Takie mamy społeczeństwo, taka jest Polska - w związku z tym nie obrażajmy się na rzeczywistość, tylko weźmy się do pracy.
Celny argument, ale jest i kontrargument. Bo na przygotowanie Eurowizji budżet państwa nie wykłada 186 milionów złotych, a tyle polskiego podatnika kosztowały przygotowania olimpijskie.
To prawda. Ale 264-osobowa reprezentacja Polski została wyłoniona spośród ponad 2000 sportowców. Widocznie tylko na takie wyniki było ich stać. W skali Europy polskie nakłady na sport i tak są niewielkie. Ludzie, którzy trenują i uprawiają sport, mają parokrotnie niższą pensję niż w innych krajach. Nie ma rozbudowanego systemu sponsoringu sportowego. A to przecież inwestycja także w zdrowie społeczeństwa. Jedna złotówka zainwestowana w sport to 6 złotych oszczędności w budżecie ministra zdrowia. Co więcej, nie tylko wydajemy za mało, ale i źle. A proszę pamiętać, że mówimy o sporcie wyczynowym, zawodowym. Po 1989 roku wiele rzeczy się zmieniło na lepsze. Gdy jeżdżę po kraju i widzę te zmiany, jestem szczęśliwym człowiekiem. To jest juz inna, lepsza Polska. Ale w sporcie zmieniło się najmniej chyba. To wciąż archaiczna struktura, a pojedyncze sukcesy to zasługa sportowców, którzy mimo fatalnej kondycji polskiego sportu potrafią wznieść się na poziom światowy.
Ma pan jakiś pomysł, jak to zmienić?
Oczywiście, przygotowujemy konkretne rozwiązania. Teraz przyszedł czas, aby je przedstawić. Teraz, bo wprowadzanie rewolucyjnych zmian na kilka miesięcy przed igrzyskami wprowadziłoby chaos i zaburzyło przygotowania, a działacze i komentatorzy szybko znaleźliby winnego w postaci ministra sportu.
(…)
Wyrzuci pan wiecznych prezesów?
Nie wyrzucę, tylko wymuszę kadencyjność. Prezes na cztery lata, wybierany maksymalnie na dwie kadencje. Teraz jest tak, że są prezesi, którzy mają staż 15-, 20-, a nawet 28-letni. Jak ktoś tak długo pracuje jako działacz związku, to choćby zaklinał się, że kocha swój sport, to w rzeczywistości on z tego sportu żyje. I niczego dobrego, nowego nie wprowadzi, nawet nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że nie wie jak, nie widzi potrzeby, nie ma świeżego spojrzenia. Trzeba więc niektórym podziękować, trzeba wprowadzić nowych ludzi. Jak to zrobić? Kadencyjność wymusi naturalną selekcję i rotację. Nawet Episkopat rozważa wprowadzenie kadencyjności proboszczów. Kluczem jest nowa ustawa o sporcie, nad którą pracuję i która do końca tego roku zostanie przyjęta przez parlament.
I wie pan, co pan, panie ministrze, usłyszy? Że autonomia związków jest święta, że nie pan pierwszy chce dokonać takiego zamachu, że niech pan sobie idzie lepiej do siebie.
Spodziewam się takich odpowiedzi. Rozmowy ze związkami są bardzo trudne, ponieważ oni słuchają, ale niczego nie przyjmują do wiadomości. Związki są nie tylko autonomiczne, ale mają też swoje federacje międzynarodowe, które bardzo mocno bronią federacji narodowych. I ja to szanuję. Natomiast panowie w związkach sportowych powinni uszanować to, że pieniądze, które rozdziela minister sportu w imieniu skarbu państwa, będą trafiały tylko tam, gdzie są klarowne, transparentne reguły i gdzie wydatek znajdzie swoje odzwierciedlenie w wynikach. 95 proc. związków w Polsce jest w stu procentach finansowanych z budżetu państwa.
De facto państwo daje monopol na prowadzenie dyscypliny sportu w kraju danemu związkowi. Ja po prostu pytam: dlaczego państwo ma dawać pieniądze i nie mieć żadnego wpływu, jak są one wydawane? W ustawie znajdą się wytyczne do wzorcowych statutów, a wzory zaczerpniemy ze statutów federacji międzynarodowych. Jeśli jakiś związek uzna, że da sobie radę bez pomocy państwa i nie dostosuje się do jasnych reguł, to nie będę naciskał. Podziękuję im za współpracę i poproszę, żeby jednocześnie wyjęli rękę z kieszeni budżetu państwa. To będzie ich wybór. Nie dopuszczę, żeby jakikolwiek związek, który odrzuci kadencyjność władz, miał pieniądze z budżetu. Nie można się godzić na terror i na to, że związkowcy będą nadal zasłaniać się autonomią. Jeśli są autonomiczni, to niech sobie sami radzą. I myślę, że to będzie skuteczny argument. (…)
Cały wywiad: http://www.dziennik.pl/polityka/article229587/Piechniczek_na_prezesa_PZPN.html