Aktualności
PO w mediach
30-09-2008
Grupiński w "Dzienniku": Bolesnych reform nie będzie
Na tabliczkach z pismem klinowym z czasów sumeryjskich, np. w ówczesnych listach, zachowało się mnóstwo skarg na biurokratów. Można by więc powiedzieć, że wiele nie zmieniło się od pięciu tysięcy lat. My chcemy jednak zdecydowanie zmienić tę rutynę myślenia, którą można uznać za mentalny problem kasty urzędniczej - mówi „Dziennikowi” Rafał Grupiński, sekretarz stanu w kancelarii premiera.
"Dziennik": Za kilkanaście dni będziemy podsumowywać pierwszy rok rządu Donalda Tuska. Co było największą porażką tego gabinetu? Rafał Grupiński: Trudne pytanie. Ja myślę raczej o sukcesach. Jeśli jednak miałbym o tym mówić, wskazałbym raczej dwie trudności, które spowodowały, że nie mogliśmy zrobić pewnych rzeczy w takim tempie, jakbyśmy chcieli. Pierwsza to kwestia budowy dróg. Mimo że dziś buduje się w Polsce tak wiele jak nigdy przedtem, zaniedbania poprzedników sprawiły, że musieliśmy przygotować dwie nowe ustawy: tzw. specdrogową i specjalną środowiskową, by przyspieszyć realizację ambitnego planu, o którym mówiliśmy w trakcie wyborów. To zajęło naprawdę sporo czasu - dlatego szkoda, że z tak negatywnym bagażem musieliśmy rozpoczynać realizację naszych zobowiązań.
Druga rzecz to pewien opór biurokratyczny. Na tabliczkach z pismem klinowym z czasów sumeryjskich, np. w ówczesnych listach, zachowało się mnóstwo skarg na biurokratów. Nic więc, można by powiedzieć, wiele nie zmieniło się od pięciu tysięcy lat. My chcemy jednak zdecydowanie zmienić tę rutynę myślenia, którą można uznać za mentalny problem kasty urzędniczej. Jesteśmy wciąż więźniami carskiej rutyny, według której obywatel ma być zawsze petentem, a państwo łaskawie może mu na coś zezwolić. Widać to na przykładzie ustawy o swobodzie gospodarczej. Niby była już gotowa...
...czy to ta przygotowywana przez wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda? Tak. Urzędnicy ministerialni niższego szczebla przysłali do niej aż kilkaset poprawek, które nie tylko spowalniały prace, lecz w istocie wywracały jej istotę. I takie przeszkody trzeba wciąż przezwyciężać.
W takim razie gdzie jest sukces? Taki, który zostanie zapisany w podręcznikach historii. Taką ocenę łatwiej wystawić po czterech latach działania. Natomiast po pierwszym roku z punktu widzenia społecznego najważniejszym osiągnięciem będzie z jednej strony derogacja, czyli uproszczenie przepisów, z drugiej przygotowanie ustaw, które pozwolą dokończyć trzy podstawowe reformy: ochrony zdrowia, emerytalną i administracyjną. Ta ostatnia to przekazanie wielu kolejnych kompetencji samorządom, które będzie skutkowało zbliżeniem władzy do obywateli. Nie zapominajmy też o sukcesach w polityce międzynarodowej czy racjonalnie prowadzonej polityce budżetowej, która jest tak ważna w dobie światowego kryzysu. A czy do podręczników nie trafi dobrze wynegocjowana przez rząd Donalda Tuska tarcza antyrakietowa? Czy w kalendarium wydarzeń z początku XXI wieku nie znajdzie się data wycofania polskiego wojska z Iraku? Być może niektórych to zdziwi, że wśród tak ważnych spraw, które wymieniłem, umieszczę także budowę boisk z programu Orlik, ale uważam, że ma ona niezwykłe znaczenie cywilizacyjne, bo daje kilka rzeczy naraz: tworzy nowoczesne miejsce do uprawiania sportu, organizuje wolny czas młodzieży i daje zarazem szansę na nieagresywną rywalizację, a to znaczy, że ofiarowuje ciekawsze zajęcia niż pod zardzewiałym trzepakiem w blokowisku. Bardzo chciałbym, żeby ten rząd uczynił podobne kroki w dziedzinie kultury. Nowoczesne biblioteki, by podobnie jak w orlikach wypełniać mądrze wolny czas, przybliżyć młodym ludziom książkę, internet, dobry film czy też kontakt z teatrem.
(…)
Jan Rokita krytycznie wyraża się o uprawianych przez Tuska rządach osobistych. Nie on jeden widzi ten problem. Śledziłem dyskusję w „Dzienniku” w tej sprawie. Niestety brak czasu nie pozwolił mi na zabranie w niej głosu. Ale widzę w niej głębokie nieporozumienie, niezrozumienie tego, na czym polega sukces Donalda Tuska i całego rządu PO - PSL. Przypomnijmy sobie oskarżenia pod adresem Tuska, że wychował się na podwórku, a nie na Żoliborzu. Otóż właśnie my nie musimy schlebiać innym, by zyskiwać poklask, gdyż jesteśmy normalni, tacy jak inni, toteż ludzie mogą się z nami w miarę łatwo, spokojnie, bez wewnętrznego dyskomfortu utożsamiać lub przynajmniej przyjaźnie nas tolerować. A my staramy się przede wszystkim, by rozumieli, o co nam chodzi, nad czym pracujemy, co i jak chcemy dla kraju zrobić.
Innymi słowy, są dwie kwestie. Po pierwsze Tusk jest wędrowcem wśród wędrujących, przywódcą lecz zarazem pielgrzymem, który idzie razem z ludźmi i dobrze wie, co ludziom przeszkadza w tej drodze do wspólnego sukcesu oraz dobrobytu czy osiągnięcia poczucia większego bezpieczeństwa. Po drugie stosujemy prosty przekaz, w którym przecież chodzi tylko o to, by w sposób czytelny i nieagresywny przedstawiać cele, które chcemy osiągnąć. Ponieważ wyobraźnią społeczną w znacznym stopniu rządzą media, a nie politycy (McLuhan miał rację), to naszym zadaniem jest dotrzeć do ludzi niejako obok mediów, choć przy ich pomocy. Można mówić w taki sposób, by potem mediom było trudno inaczej opisywać to, o czym mówiliśmy, niż sami tego chcemy. Wiele z nich będzie oczywiście budować do naszych komunikatów proste negacje lub próbować unieważniać ich doniosłość, jednak w istocie niosąc ten sam przekaz w swoim wnętrzu, jeszcze go tylko przez krytyczny kontrast - jeśli mamy rację - uwyraźniając. Ważne jest dotarcie szczególnie do tych, którzy czują się z nami związani: do ludzi ambitnych, kształcących się, dążących do sukcesu zawodowego, tych, którzy chcą takimi być albo robią wszystko, żeby takimi były ich dzieci. My jesteśmy podobni do nich, idziemy razem do tego samego, w istocie głęboko patriotycznego celu. W tym przypadku mówimy o ambitnych celach, bo ambitni są właśnie ci ludzie. Proponujemy wobec tego reformy, ale niebolesne. Bo nie ma powodu, by komukolwiek zadawać ból, jeśli ostre cięcie nie jest potrzebne dla ratowania życia. W Polsce zresztą, o czym mówił premier Tusk, zbyt długo i zbyt wiele wymagano od ludzi poświęceń i wyrzeczeń. A ważne cele trzeba osiągać w konsensusie społecznym. My jak żaden z innych rządów prowadzimy nieustające negocjacje - Komisja trójstronna, biały szczyt, spotkania premiera i ministrów z mnóstwem środowisk społecznych. Dopiero na końcu są ustawy, "rewolucja październikowa" - czyli w pełni dopracowane i omówione projekty. Poprzednicy pozostawili po sobie wystarczającą liczbę bubli.
(…)
Z "rewolucją październikową" problem jest taki, że najczęściej odbierana jest jako PR-owski pic z okazji rocznicy rządu. Przedtem mówiliście, że w Polsce mamy nadprodukcję prawa, a teraz sami zarzucacie Sejm projektami. Tu chodzi o coś innego. Duże projekty, np. dotyczące zmiany systemu ochrony zdrowia, zostały dokończone i w tej chwili można nad nimi głosować. Z drugiej strony duża część projektów dotyczy uproszczenia przepisów, które likwidują wiele dotychczasowych barier.
Czy społeczeństwo pana zdaniem realnie odczuje, że coś zmieniło, kiedy te wszystkie ustawy wejdą w życie? Wasi konkurenci już teraz twierdzą, że większość propozycji to tylko zmiany kosmetyczne. Szef prezydenckiej kancelarii Piotr Kownacki nazwał dorobek rządu Tuska dorobkiem tłumaczy.
Minister Kownacki jest człowiekiem świeżym w polityce i chyba nie do końca wie, jak powinien zachowywać się szef Kancelarii Prezydenta. To, co jest implementacją prawa unijnego do polskiego, to nadrabianie zaniedbań także po rządach PiS. Jest naprawdę wiele opóźnień po poprzednikach.
(…)
Zapytam o ideową tożsamość Platformy. Weźmy casus IPN. Która twarz Platformy jest prawdziwa: Janusza Palikota czy Andrzeja Czumy? Każdy z nich wypowiadał się bardzo osobiście, natomiast Platforma ma pewne przekonanie wspólne: IPN to instytucja potrzebna, zwłaszcza jeśli chodzi o badanie przeszłości: obiektywne, rzetelne, niewycinkowe. Potrzebny jest też jako instytucja edukacyjna. Natomiast stawia się w Platformie znak zapytania w kwestii, czy taka instytucja powinna mieć pion prokuratorski, czy dobre jest połączenie działalności naukowej ze śledczą. To sprawa do rozstrzygnięcia. Bez wątpienia co do jednego dzisiaj się zgadzamy w Platformie, że IPN ma bardzo słabego, stronniczego szefa.
(…)
Cały wywiad