Aktualności
PO w mediach
02-10-2008
Grad w "Gazecie Wyborczej": Zwróciłem się do komisarz Neelie Kroes o przesłanie jej uwag na piśmie
Jeśli Komisja nie da się już przekonać, stocznie w Gdyni i Szczecinie czeka natychmiastowa upadłość. Najwięcej na tym stracą instytucje publiczne: miliard złotych w pierwszych miesiącach - mówi "Gazecie" minister skarbu Aleksander Grad.
Gazeta Wyborcza: I co teraz ze stoczniami?Aleksander Grad: Zwróciłem się do komisarz Neelie Kroes o przesłanie jej uwag na piśmie. Bo to, co usłyszeliśmy przedwczoraj, było dla nas niezrozumiałe. Miałem wrażenie, jakby Komisja mówiła o planach z 26 czerwca, a nie tych z 12 września. Jeszcze wczoraj ISD, potencjalny inwestor dla Gdyni, modyfikował swoją propozycję tak, by bardziej odpowiadała oczekiwaniom Komisji, m.in. zmniejszył prognozy produkcji statków. Nie wiem, skąd taka rozbieżność w ocenie planów. Z papierów wynika, że wkład własny inwestorów w restrukturyzację Stoczni Szczecińskiej Nowej to ponad 40 proc. A tymczasem unijni urzędnicy mówią, że... 12 proc.
Będziecie próbowali przekonać innych komisarzy? W piśmie proszę przewodniczącego KE José Manuela Barroso o powołanie zespołu, który rzetelnie oceni te plany i rozstrzygnie na wyższym poziomie spór pomiędzy nami a urzędnikami komisarz Kroes. Chcę, żeby cała Komisja mogła sobie wyrobić zdanie w tej sprawie nie tylko na podstawie tego, co mówią urzędnicy podlegli komisarz Kroes.
Czy w trakcie spotkania z Kroes przypomnieliście, że Komisja właśnie w tej chwili zgadza się na wielomiliardową interwencję państw w sektorze bankowym? Ja znam proporcje problemów. Problem sektora finansowego jest problemem globalnym, a stocznie są tylko problemem polskim. Ale chciałbym, żeby reguły były przestrzegane. Obecnie nie stosuje się jednej miary dla wszystkich. Żartem nawet powiedziałem na spotkaniu z komisarz, że mam nowy plan ratowania stoczni: sprzedam je za złotówkę bankowi, ten natychmiast uzna je za "toksyczne zobowiązanie zagrażające bilansowi", a wówczas ja będę mógł go dokapitalizować kwotą 1 mld euro. I wszystko się rozwiąże, bank sprzeda zdrowe stocznie... Moje słowa przyjęto z konsternacją, choć mówiłem, że to żart.
A co jeśli Komisji jednak nie da się przekonać? Upadłość. I wówczas syndyk musi jak najszybciej wystawić stocznie na sprzedaż. To będzie walka z czasem. Musimy być przygotowani i do takiego planu. Choć w procesie upadłości gospodarzem jest syndyk, a nadzorcą sąd - to minister skarbu musiał będzie aktywnie uczestniczyć w rozwiązywaniu tego problemu. Jednak nie ma mowy o prywatyzacji polegającej na rozkawałkowywaniu majątku stoczni.
Cały wywiad