- miesiąc -
- dowolny -
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
- rok -
- dowolny -
2008
2007
2006
Aktualności   Naszym zdaniem

23-08-2006

Rzecz o wyborczej frekwencji

Zbliżają się kolejne polityczne wybory. Tym razem samorządowe. Przed rokiem mieliśmy wybory parlamentarne i prezydenckie, dwa lata temu do Parlamentu UE, a jeszcze wcześniej referendum unijne.

Zbliżają się kolejne polityczne wybory. Tym razem samorządowe. Przed rokiem mieliśmy wybory parlamentarne i prezydenckie, dwa lata temu do Parlamentu UE, a jeszcze wcześniej referendum unijne. I tak ciągle. W demokracji, w państwach cywilizowanych, wybory następują po wyborach. Tak jest, bo możliwość wyboru ściśle związana jest z wolnością, z konstytucyjnym prawem do decydowania o sobie, a więc także, a może przede wszystkim, z tym kto nami rządzi. Co tym bardziej jest istotne, jeśli wiemy, że rządy jednych nad drugimi tę wolność mogą najbardziej ograniczać.


Tymczasem 17-letni okres doświadczeń wolnych głosowań w Polsce pokazuje, że wybory i polityka nas coraz mniej interesują, co wprost można przełożyć na uogólnienie, że coraz mniej zajmuje nas kto rządzi i na ile nam ogranicza nasze konstytucyjne prawa do wolności. Także prawa wyborcze. Frekwencja wyborcza jest coraz mniejsza. Niespotykana w zachodnich demokracjach, ani nawet w byłych krajach bloku socjalistycznego. Powoduje to, że rządzi nami grupa polityków wybrana przez skrajną i nie reprezentatywną mniejszość, którą nie bez powodu nazywa się betonowym elektoratem. Wyraźnie wrócił podział z lat PRL-u na MY i ONI, czyli na tzw. ludzi z dołów i rządzących, na których nie mamy wpływu.

I w tym miejscu pies jest pogrzebany. Koło się zamyka. Po pierwsze musimy pamiętać, że mamy wpływ, tylko politycy nam go ograniczają poprzez upartyjnione i nieobywatelskie ordynacje wyborcze, uwzględniające wyłącznie interes partii politycznych i przemożną ich chęć rządzenia. Po drugie te same ordynacje powodują, że partie i politycy „pozwalają” nam wybrać ludzi, których oni chcą, a nie my, głosując na anonimowe nazwiska, co w konsekwencji powoduje nasze rozczarowanie do osób, których de facto nie wybraliśmy i którzy za nic mają realizację postulatów wyborczych, ponieważ ich sukces polityczny zależy od ich partii, które umieściły ich na listach, a nie od nas - wyborców. Politycy powodują więc poprzez sposób ich wyboru, a w konsekwencji fatalne i nieudolne rządy, naszą pogłębiającą się frustrację i odizolowanie się od polityki, która powinna być przedmiotem naszego szczególnego zainteresowania, tak jak szczególnie interesujemy się bankiem, który zarządza naszymi oszczędnościami. W tej wściekłości jeszcze bardziej oddalamy się od życia publicznego, oddając prawo do decydowaniu o nas skrajnym i marginalnym grupom społecznym. I tak w kółko. Upraszczając, przyczyną naszej apatii, a często próżnej wściekłości są złe ordynacje.

Zniechęcenie ludzi do głosowania bierze się z ich słabej partycypacji, braku wpływu, co w konsekwencji buduje podział na ONI i MY.

Zbliżające się wybory samorządowe odbędą się znowu na zasadach korzystnych dla polityków, a nie obywateli, a cenne prace nad ordynacją wyborczą w Senacie, których byłem wnioskodawcą i o które zabiegam od ponad 3 lat pójdą do śmietnika. Ale do rzeczy. Na pracach o których mowa można by oprzeć szkielet nowoczesnej ordynacji wyborczej.

Polskie ordynacje wyborcze są anachroniczne, przestarzałe, w większości sprzed kilkunastu lat. Świat się zmienia, rozwój technologiczny postępuje, scena polityczna w Polsce została wielokrotnie przemodelowana, zmianie uległa demografia, a ordynacje jak trwały tak trwają. W tym względzie jesteśmy daleko w tyle za krajami UE.

Nowoczesna ordynacja powinna spełniać dwa podstawowe cele generalne. Po pierwsze powinna uwolnić energię Polaków i wiarę w ich „wielkość” i wagę głosu poprzez maksymalne (w ramach przyjętych zasad demokracji i systemu partyjnego) odebranie politykom i partiom wpływu na wybór naszych przedstawicieli. Po drugie zwiększyć frekwencję (co po części zostanie osiągnięte dzięki realizacji celu pierwszego) stosując rozmaite instrumenty rozszerzające dostęp Polaków do urn.

Pierwszy cel najłatwiej zrealizować wprowadzając sprawdzoną w USA metodę bezpośrednich wyborów na niemalże wszystkie wykonawcze, sądownicze i uchwałodawcze, generalne funkcje publiczne (np. w Policji, prokuraturze, sądach, w wyborach marszałków i starostów itp.) . Dodatkowo na wszystkie funkcje uchwałodawcze (rady gminne, powiatowe, wojewódzkie, parlament) powinni trafiać ludzie wybrani bezpośrednio w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW). Należy przy tym zlikwidować finansowanie partii politycznych z naszych pieniędzy, a więc z budżetu. Dzisiaj partie są silnie, bo funkcjonują za nasze złotówki. Bezpośredni sposób głosowań zwiększa frekwencję, bo rośnie zainteresowanie wyborców, osobą jasno i precyzyjnie prezentującą się, a więc nie anonimowego kandydata. JOW powodują ten sam skutek. Tak wybrani ludzie są społecznie akceptowalni, rozpoznawani, pochodzą z lokalnych środowisk i co ważne, są uzależnieni nie od swoich partii, a od wyborców. Ponoszą przy tym przejrzystą odpowiedzialność. Nie mają możliwości zrzucić jej na nikogo więcej. W takim systemie każdy obywatel, może ubiegać się w sposób znacznie uproszczony o publiczne stanowisko, nie napotykając na opór partii politycznych i różnych grup interesów. Dzięki małym okręgom, zwiększają się szanse ludzi mniej zamożnych na wygraną w wyborach, ze względu na niższy koszt dotarcia do wyborcy. Zasadą JOW jest, że osobą wybraną jest ta, która zdobyła największą ilość głosów w danym okręgu i tylko ona ten okręg reprezentuje. Dziś do Sejmu dostają się osoby z poparciem 500 głosów, a osoby z np. z 20 tys. głosów nie, bo nie startowały z właściwego komitetu wyborczego (czytaj partii). Proponowane rozwiązanie jest szansą na wciągnięcie ludzi w sprawy im bliskie, ważne dla społeczności, a więc w politykę. Dzięki temu możliwe jest pokonanie obowiązującej zasady podziału kraju na MY i ONI, bo MY sami zaczniemy rządzić lub mieć przemożny wpływ na rządzących.

Drugi cel jakim jest zwiększenie katastrofalnej wręcz frekwencji wyborczej w Polsce można osiągnąć poprzez wprowadzenie kilku bardzo ważnych i nowoczesnych instrumentów.

Po pierwsze, o co zabiegam od lat wspólnie z Instytutem Spraw Publicznych, należy zmienić sposób informowania obywateli o wyborach oraz wprowadzić instytucję pełnomocnika wyborczego. Dzisiaj państwo spełnia swój obowiązek powiadamiania o wyborach poprzez obwieszczenia wyklejane na słupach i w innych mało atrakcyjnych miejscach. Ten przestarzały, zbiurokratyzowany i nieprzystępny dla ludzi sposób informowania przeczy współczesnym zasadom komunikacji, choćby w punktu widzenia marketingu, który obecnie opiera się na relacjach między ludźmi. Proponuję więc zastąpić stary system obowiązkiem listownego, imiennego informowania wszystkich uprawnionych do głosowania o wyborach, prawach i zasadach wyborczych, a w przyszłości wprowadzić informowanie drogą elektroniczną (np. smsy i e-maile). Problemem są koszty, ale o kosztach później.

Drugą, bardzo ważną dla ludzi starszych i niepełnosprawnych, ścieżką rozszerzającą Polakom dostęp do urn jest wprowadzenie instytucji pełnomocnika wyborczego. Bariery architektoniczne, stan zdrowia osób schorowanych i niepełnosprawnych często pozbawia ich możliwości głosowania. Z tej grupy wg badań ok. 45% nie bierze udziału w wyborach z powodów niezawinionych przez siebie. Państwo polskie stwarza zatem tej szczególnej grupie ludzi dodatkowe ograniczenia. Pozbawia ich konstytucyjnej zasady równych szans. Jest to tym bardziej niesprawiedliwe i krzywdzące, gdyż osoby te częściej niż inni są szczególnie zainteresowane i przejęte losami kraju. Osoby starsze to grupa najbardziej zdyscyplinowanych wyborców. Potrzebują więc pomocy pełnomocnika. Byłby on osobą wywodząca się z najbliższej rodziny, pomostem, który łączyłby niepełnosprawną lub niedołężną osobę z urną wyborczą. Polegałoby to na tym, że np. niepełnosprawny wyborca upoważniałaby, w obecności wójta, burmistrza czy prezydenta miasta lub ich pełnomocników, najbardziej oddaną sobie osobę, krewnego lub opiekuna do oddania głosu zgodnie ze swoją wolą. Ten sposób regulacji spowodowałby pokonanie istniejących barier architektonicznych i rozszerzenie frekwencji o znaczną ilość osób. Jesteśmy jednym z ostatnich krajów, który nie wprowadził jeszcze w/w instytucji.

W toku prac komisyjnych w Senacie powstały kolejne, także bardzo ważne rozwiązania zwiększające frekwencję oraz szansę na stworzenie społeczeństwa obywatelskiego.

Pierwszym z nich jest możliwość dwudniowego głosowania (oprócz niedzieli, także w sobotę), a drugim zmiana godzin otwarcia lokali wyborczych, poprzez zmianę czasu głosowania, czyli od 8.00-22.00, a nie od 6.00-20.00 jak to obowiązuje obecnie. Dwudniowe głosowanie doskonale sprawdziło się w referendum akcesyjnym do UE, poszerzając grono wyborców. Wyborcze niedziele dla Polaków to okres wyjazdów i czasu wolnego, który chcemy spędzić z rodziną lub bliskimi, a nie z polityką, od której się coraz bardziej oddalamy. Wprowadzenie soboty jako dnia wyborczego i dodatkowych godzin daje potwierdzoną w referendum akcesyjnym szansę na zwiększenie frekwencji.

Jednak bodaj najważniejszą, niemożliwą dzisiaj do przeprowadzenia dla Polski z przyczyn technicznych i finansowych (choć pieniądze by się znalazły, np. z nierentownych branż, do których państwo ciągle dokłada) jest możliwość głosowania korespondencyjnego, ze szczególnym uwzględnieniem głosowania przez Internet. Dzisiaj z Internetu korzysta już miliony Polaków, szczególnie tych wykształconych, aktywnych zawodowo oraz młodych studentów i uczniów szkół średnich, których absencja w ostatnich wyborach była bodajże największa. Grupa ta jest najmniej zainteresowana polityką i najmniej zdyscyplinowana oraz cierpiąca na ciągły deficyt czasu w pogoni za karierą i lepszym życiem. Jednak ich aktywność na różnych forach internetowych świadczy o zainteresowaniu sprawami społecznymi pod warunkiem, że stworzy im się atrakcyjne dla nich instrumenty. Przy tej okazji nie należy zapominać o setkach tysięcy Polakach, którzy ostatnimi laty wyjechali za granicę w poszukiwaniu chleba. Maja oni święte prawo do głosowania i chętnie skorzystali by z niego karcąc tych polityków, przez których zmuszeni zostali do wyjazdu z ich kraju. Co prawda głosowanie przez Internet to kwestia przyszłości, ale dzisiaj należy się do niej przygotować, wprowadzając jak najszybciej wersję pośrednią, a więc głosowania korespondencyjnego.

Powie ktoś, że te zmiany kosztują. Prawda kosztują. Tak jak kosztowna jest zmiana bazy technologicznej w firmie, która zamierza sprostać globalnej konkurencji. Koszty ponoszone na modernizację są najlepszą inwestycją przynoszącą zyski w przyszłości. Niestety nasza klasa polityczna woli myśleć własnym interesem, chwilą obecną i własnym, spasłym brzuszyskiem. Nieudolni politycy, wybrani wg zasad obowiązujących ordynacji, generują dużo większe koszty podejmując złe decyzje, niż te, jakie należy ponieść na zmianę prawa wyborczego.

Większość z wyżej wymienionych prac Senatu wyrzucono do kosza głosami PiS-u. Szczególnym szkodnikiem okazał się tu senator Alexsandrowicz z Poznania. Dzisiaj więc zamiast nowoczesnego prawa, większej frekwencji, partycypacji Polaków we władzy, mamy dalsze upartyjnianie państwa w imię interesów wąskiej grupy ludzi. PiS chce realizować wizję silnego, scentralizowanego państwa, a nie rozumie, że silne Państwo jest wtedy, kiedy silni i wolni są jego obywatele. Po raz kolejny im to uniemożliwiono.

Ludzie Platformy Obywatelskiej

Regionalne serwisy PO

Biuro Krajowe PO, ul.Andersa 21, 00-159 Warszawa
tel.: (0 prefix 22) 635-78-79, (0 prefix 22) 831-55-07
fax: (0 prefix 22) 635-76-41
Redakcja serwisu PLATFORMA.ORG
ul. Marszałkowska 87 lok. 85
tel.: (0 prefix 22) 402 42 01 wew 118
www@platforma.org
Instytut Obywatelski PO RP
ul. Marszałkowska 87 lok. 85 00-683 Warszawa
tel. (0 prefix 22) 402 42 01 wew 116
fax (0 prefix 22) 402 42 01 wew 113
instytutobywatelski@platforma.org